Biała Ściana cz.1 - cykl opowiadań Fabryka Bogów

Fabryka Bogów - cykl opowiadań (Biała Ściana cz. 1)

 


Porzucona, na wieki zapomniana
Kochająca, lecz nigdy nie kochana
Twoim światem stała się biała ściana
Tu na dnie pozostała ci tylko ta wiara






Tak właśnie żyła. Bez emocji, bez ludzi. Zawsze tutaj, samotnie w pustce biblioteki. Zewsząd spoglądały na nią stare tomiska. Opasłe nośniki ludzkiego strachu i radości. One milczały, tak samo jak i ona. Były nieprzebytym murem, więzieniem wyjętym spod jakiejkolwiek opatrzności. Trzy wysokie ściany wypełnione po brzegi wiedzą, mądrością, emocjami i najskrytszymi ludzkimi pragnieniami. I ta czwarta, wyróżniająca się na ich tle – wielki przestwór bieli. To wszystko, na tym się kończy. To cały jej świat. Nie ma stąd wyjścia. To pokój zawieszony w niebycie. Naczelna biblioteka świata. Niegdyś trafiały tu wszystkie dzieła, wszystkie myśli, cokolwiek ludzie zapisali, odkryli, albo poczuli. A teraz ona, marionetka wiedzy tajemnej, może jedynie stać i podziwiać to dzieło. Przytłoczona potęgą swej rasy.


Nie wiedziała skąd się tu wzięła. Nie znała swojego imienia, nie pamiętała swojego życia. Nie musiała jeść, nie musiała spać. Żyła, żywiąc się mocą zawartą w tym pomieszczeniu. Władała wszystkimi językami ludzkimi, lecz tylko na piśmie. Nigdy nie miała styczności z innym człowiekiem. Całe życie spędziła w milczeniu, czytając każde dzieło, strona po stronie. Tak najwyraźniej miało być. Taki jej los, z którym przyszło jej się pogodzić. Takie jest jej przeznaczenie.


O samym świecie dowiadywała się z cudownych dzieł. Ludzie wszystko skrupulatnie spisywali, szkicowali schematy, tworzyli mapy. Były tu klucze do rzeczywistości. W tych kartach zawarty był sens istnienia całej rasy, tajemnice przeszłości, przyszłości i teraźniejszości. Dzieła artystycznie doskonałe. Opisy natury, planet, kosmosu, oraz te bardziej ulotne – fizyki, matematyki, i innych praw panujących we wszechświecie. Było tu wszystko, czego ona nie mogła mieć. Coś czego nigdy nie poczuje, nigdy nie dotknie, nie zasmakuje. Z tego wszystkiego nie przyda jej się absolutnie nic. Siedzi przez wieki w piekielnym więzieniu, gdzie strażnikiem jest wszechwiedza i cztery ściany. To wyrok bezterminowy. Wieczne cierpienie, gdzie za współwięźnia masz teorię, bez perspektyw na jakiekolwiek zastosowanie jej w praktyce.


Jej jedyną, nieśmiertelną wartością jest to, że wie. Wie na przykład po co istnieje ludzkość. Wie jakie błędy ludzie popełniali przez te wszystkie lata. To właśnie w tym pomieszczeniu przechowywana była cała prawda. Ta jedyna, obiektywna prawda. Tak jakby była skierowana prosto, i tylko do niej. Ona wie dokładnie czym jest świat. Dostrzega wielowymiarowość rzeczywistości. Nic z tego nie ma. Donikąd to nie prowadzi. Sama świadomość sensu, tajemnicy życia, natury, kosmosu jest przytłaczająca. Zwykły ludzki zawód kłuje ją w serce. Przez setki tysięcy lat jej rasa nie potrafiła sobie jasno i dobitnie odpowiedzieć na niektóre pytania. Albo przynajmniej nie byli w stanie umieścić tego w opasłych tomiskach. A to było przerażająco proste. Pozbawione „magicznego”, „boskiego” pierwiastka. Sama nie chciała w to wierzyć. Nie mogła w to wierzyć.


W tym wszystkim coś się nie zgadzało. Była żywym przedstawicielem magicznego aspektu ludzkiego istnienia. Nie istniało żadne prawo, które pozwalało by jej na życie w tym pokoju. W żadnej z ksiąg nie było wzmianki o magicznej bibliotece, białej ścianie i samotnej kobiecie pośród murów. A jednak tu była. Otoczona pustką wypełnioną słowami. Tak czystą i przejrzystą. Spowita tajemniczą magią trzymającą ją przy życiu. Dlaczego nigdzie nie znalazła podstawowych odpowiedzi – po co tu jest? Kim jest?


Nie potrafiła zakorzenić swojego istnienia w czasie. Mogły mijać eony, a dla niej wciąż wszystko wyglądało tak samo. Wiedza, słowa splatały się w jeden ciąg informacji. Kolejne księgi wracały na półkę. Niektóre zostawiała na dole, te bardziej ciekawe. Cierpliwie przekładała kolejne strony. Przed jej oczami toczyła się historia, tworzone były twierdzenia matematyczne, splatały się kolejne losy ludzkie. Patrzyła beznamiętnie na litery, czasami tylko odczuwając przeszywające zimno w sercu.


Były takie fragmenty, które opowiadały o zupełnie obcych dla niej doznaniach. O bliskości, miłości. O tym, że można się oddać innemu człowiekowi, by nadać sens swojemu życiu. Fenomen rodziny, kochanków. Opływające w namiętność poematy. Kiedy trafiała na coś takiego, jej plecy przeszywał zimny, śmiertelny dreszcz. Jej umysł wciąż izolował emocje. Broniła się przed tym. Nie mogła tego poczuć. Nie tutaj, nie w tej bibliotece. Sama musiała sobie wmawiać, że to tylko słowa, że to nie istnieje. To pokusy zwykłych ludzi. Ona tego nie potrzebuje, bo nie może tego potrzebować. Bo wie, że nie może tego dostać. I wie też, że to się nigdy nie zmieni, a nadzieja może ją jedynie skrzywdzić. Tak jak krzywdzi nas wszystko, czego nie możemy mieć.


Z czasem tekstów tego typu przybywało. To znaczy nie pojawiały się one w tajemniczy sposób w bibliotece, ona po prostu coraz częściej na nie trafiała przeglądając kolejne księgi. Wygląda na to, że ludzie w pewnym momencie zaczęli poświęcać się tylko i wyłącznie miłości, bliskości i bólom samotności. W kronikach datowanych na rok 3 000, nie było już żadnych tekstów naukowych. Cały świat został najwyraźniej opisany. A ona nie chciała o tym czytać. Wahała się przed każdym kolejnym rozdziałem. Chadzała od półki do półki. Wpatrywała się w pustą, białą ścianę, poszukując w niej zbawienia. Wracała do ulubionych ksiąg, tych, których nigdy nie odkładała na półkę. Szukała w nich pocieszenia, bezpieczeństwa. Podziwiała neutralność systemu natury. Prostotę zwierząt i roślin, na tle skomplikowanego kosmosu wokół nich. Lecz potem ponownie wracała do historii ludzkich, historii o miłości, samotności i bliskości. I ciągle przeżywała własną, potworną tragedię. Powoli coś do niej docierało. Jakaś iskierka rozpalająca jej serce, by zaraz potem je ugasić i ponownie skuć ostrym lodem.


To więzienie nie mogło być bardziej okrutne. Nie ma większego cierpienia niż brak możliwości współdzielenia niedoli. Samotność targa myślami, wydziera każdy ułamek nadziei. Uderza bezpośrednio w sedno, powala nas na deski teatru wszechświata. W samotności brak sensu staje się przejrzysty. A sam sens przestaje jakkolwiek istnieć. Nagle wyrwała się z tego dojmującego zamyślenia. Stanęła w myślach sama przed sobą. I zdała sobie sprawę z kilku kwestii. Nawet jeśli przeczyta wszystko, to i tak nie będzie wiedziała wszystkiego.


Nienawidziła tego miejsca z całego swego serca. Nie chciała tu być. Tu nawet nie było światła słonecznego. Jedynym pierwiastkiem ludzkim jest ten zawarty na papierze. Jej jedynym prawdziwym marzeniem było doświadczenie tego świata, o którym tyle się naczytała. Jej wzrok spoczął na ścianie. Przyklękła, zamyśliła się. W smutku i pustce narastało obce dla niej uczucie. Nie wiedziała czym jest. Nigdy niczego nie poczuła. Nie tak naprawdę. Wyciągnęła jednak ku temu rękę, otworzyła się na to doświadczenie.


Ta iskra dotarła do jej umysłu. To była czysta, skondensowana, niekontrolowana nienawiść. Jej umysł wypełnił bunt. Emocje i ciało wybuchły. Czuła jak napina wszystkie mięśnie. Wydała z siebie niemy krzyk w języku bez nazwy. Frustracja wypełniła jej jaźń. W jej sercu urodziło się czyste, gęste, niepohamowane zło. Gorzkie łzy rozbijają się o taflę podłogi. Nic już nie widzi. Cała drży, nie kontroluje swojego ciała. Gdzieś głęboko w niej zaczęła rodzić się nowa, potężna moc. Wypełniała żyły, wbijała swe igły w każdy fragment jej ciała.


C.D.N
To pierwsze opowiadanie z cyklu "Fabryka Bogów", jest ich siedem, ale pewnie nie wszystkie się pokażą.