Świat - część II


Uratuj mój dzień.


Jak to się stało.
Cena prostoty jest znacznie wyższa niż cena luksusu.
Dopiero teraz to zauważyliście?
Nie, wy to wiedzieliście od zawsze.
Wskrzesiciele upadłego ideału.
Wy przez których ten świat jest taki ciemny.
Marionetki mroku.
Marionetki bez kontroli, upadli, sztuczni ponad wszystkim.
Dla człowieka pozbawionego duszy pozostaje śmierć bez jakiejkolwiek nadziei.
Kryjecie się zniszczonych skorupach, pomalowanych w wasze dawno martwe ciała.
Serce pompujące krew, jesteście go świadomi tylko w tych krótkich przebłyskach.
Tych przebłyskach kiedy wasz umysł jest jasny.
Bo boicie się jasności umysłu.
Bo w niej widać wszystko.
Widać pustkę.
Widać kto porusza sznurkami waszych marionetkowych ciał.
I dochodzi do was kim on jest.
Ale zaraz potem tracicie jasność.
Kolejne odurzenie, korowód szaleństwa.
Fanatyzm i okultyzm.
By czcić Pana.
By już nie pokazywał swojej twarzy.
Zbyt strasznej dla światła, skrytej dla mroku.
Dla człowieka przepełnionego mrokiem, nie ma drogi do światła.
Chyba że przez lufę.
Ale to światło nie jest dla was.
Odrzucaliście je każdego dnia.
Ono odrzuci was.
A więc pozostaje życie w mroku.
Byle dalej od światła, by dalej od rzeczywistości.
Potrzeba emocji.
W gruncie rzeczy to właśnie wy cierpicie.
A więc dlaczego tylko wy?
Niech zapłonie cała rzesza!
Karmcie się dalej nienawiścią i strachem innych.
Twórzcie piekło tam gdzie mógł być raj.
Świat musi zapłonąć.
Zło musi zatryumfować.
I ziemia rzeczywiście zapłonie.
Niezależnie od tego jak mocno się zabezpieczycie.
Możecie zbudować schron przed śmiercią.
Ale nie zbudujecie schronu przed wami samymi.
Źle rozumiecie świat.
Świata nie można zrozumieć.
To droga do porażki.
Ścieżka strachu, wiecznej walki.
Droga którą nie wolno iść.
Bo u kresu w końcu zrozumiecie.
Tam jest coś innego, coś czego nie możecie wymyślić.
Coś czego nie można dotknąć, choć jest materialne.
Esencja sensu.
Skąd ona się tam wzięła.
Kto odważył się rozpocząć ten szalony korowód świata.
Tego nie wiem.

Jeszcze.