Uratuj mój dzień.
Jak
to się stało.
Cena
prostoty jest znacznie wyższa niż cena luksusu.
Dopiero
teraz to zauważyliście?
Nie,
wy to wiedzieliście od zawsze.
Wskrzesiciele
upadłego ideału.
Wy
przez których ten świat jest taki ciemny.
Marionetki
mroku.
Marionetki
bez kontroli, upadli, sztuczni ponad wszystkim.
Dla
człowieka pozbawionego duszy pozostaje śmierć bez jakiejkolwiek
nadziei.
Kryjecie
się zniszczonych skorupach, pomalowanych w wasze dawno martwe ciała.
Serce
pompujące krew, jesteście go świadomi tylko w tych krótkich
przebłyskach.
Tych
przebłyskach kiedy wasz umysł jest jasny.
Bo
boicie się jasności umysłu.
Bo
w niej widać wszystko.
Widać
pustkę.
Widać
kto porusza sznurkami waszych marionetkowych ciał.
I
dochodzi do was kim on jest.
Ale
zaraz potem tracicie jasność.
Kolejne
odurzenie, korowód szaleństwa.
Fanatyzm
i okultyzm.
By
czcić Pana.
By
już nie pokazywał swojej twarzy.
Zbyt
strasznej dla światła, skrytej dla mroku.
Dla
człowieka przepełnionego mrokiem, nie ma drogi do światła.
Chyba
że przez lufę.
Ale
to światło nie jest dla was.
Odrzucaliście
je każdego dnia.
Ono
odrzuci was.
A
więc pozostaje życie w mroku.
Byle
dalej od światła, by dalej od rzeczywistości.
Potrzeba
emocji.
W
gruncie rzeczy to właśnie wy cierpicie.
A
więc dlaczego tylko wy?
Niech
zapłonie cała rzesza!
Karmcie
się dalej nienawiścią i strachem innych.
Twórzcie
piekło tam gdzie mógł być raj.
Świat
musi zapłonąć.
Zło
musi zatryumfować.
I
ziemia rzeczywiście zapłonie.
Niezależnie
od tego jak mocno się zabezpieczycie.
Możecie
zbudować schron przed śmiercią.
Ale
nie zbudujecie schronu przed wami samymi.
Źle
rozumiecie świat.
Świata
nie można zrozumieć.
To
droga do porażki.
Ścieżka
strachu, wiecznej walki.
Droga
którą nie wolno iść.
Bo
u kresu w końcu zrozumiecie.
Tam
jest coś innego, coś czego nie możecie wymyślić.
Coś
czego nie można dotknąć, choć jest materialne.
Esencja
sensu.
Skąd
ona się tam wzięła.
Kto
odważył się rozpocząć ten szalony korowód świata.
Tego
nie wiem.
Jeszcze.
