Droga ku boskości
Spoglądam w głąb
swej duszy.
Nie mogę mówić
co się tam kryje.
Nie istnieją na to
właściwe słowa.
Nigdy człowiek ich
nie zrozumie.
Chyba, że podążał ścieżką lewej ręki.
By stać się
bóstwem, by stać na równi z istnieniem.
Władza nad
materią.
Władza nad duszami
i ciałami.
Dotykam niebieskiej
tafli Isztaru.
Czas przejść
przez bramy.
Rozwinąć swe
skrzydła.
Czas pokazać Bogu,
że się pomylił.
Uwolnić kajdany
człowieczej niedoskonałości.
Stanąć ponad wami
wszystkimi.
Na tronie tysiąca
twarzy.
Którego wszyscy
nieświadomie pożądacie.
Tu, w Babilonie
zaczęło się to wszystko.
Na bawolej skórze
spisane przymierza.
By człowiek
pozostał człowiekiem.
Bez kluczy do
istnienia.
Ja mam sny
Sny by uwolnić się
z tego wszystkiego
By znowu stać się
aniołem
Nigdy nie pozbawisz
mnie tego kim jestem.
Możesz odebrać mi
życie, zabrać człowieczeństwo.
Zabij moją
nadzieję, zabij moją radość.
Ja tu będę stać
w płaszczu z mojej dumy.
Nie odbierzesz mi
mojej duszy.
Jestem tym czym
chciałam być.
Każdym krzykiem.
Każdą własną
raną.
Każdym głębokim
oddechem.
Ja tu walczę,
ponad wami.
By pokazać wam, że
nie macie racji.
Dzieci chorych
ideałów.
Szósta córka,
szóstej córki, szóstej córki.
Nie wiecie jaka moc
mnie napędza.
Słowa, których
nikt nie może powiedzieć.
Słowa, które są
straszne dla każdego mówcy.
Równość pośród
dziesięciu płaszczyzn.
Otwórz przede mną
świat.
Klucze chaosu
szczękają w lwiej bramie.
To hedonizm –
plaga wyparła wasze dusze.
Lud podnosi ogień
ku twarzom kapłanów.
To moje ciało, w
orszaku brzasku.
Powraca w doliny
Edenu.
Nigdy nie chciałam
być człowiekiem.
